Kto kiedykolwiek jechał autem ze Szczecina w Tatry, ten w cyrku się nie śmieje. Przecięcie całej Polski to wyprawa sama w sobie. Kiedy już docierasz na miejsce, chcesz wycisnąć z tych gór absolutne maksimum. Zero wymówek, że bolą nogi.
💡 W skrócie – Intensywny wyjazd w pigułce:
Dzień 1 (Rozgrzewka):Dolina Białej Wody. Długo, płasko, a potem ostre schody. Idealne na rozruch.
Dzień 5 (Regeneracja): Zamiast stać w korku na Zakopiance, wypożycz rower na Velo Czorsztyn. Najlepszy sposób na rozluźnienie nóg przed długą trasą autem!
W zeszłym tygodniu zrobiliśmy sobie taki właśnie 5-dniowy maraton. Cztery dni tatrzańskiego wycisku i jeden dzień “resetu”, żeby móc w ogóle wcisnąć sprzęgło w aucie w drodze powrotnej.
Jeśli szukacie gotowego planu na intensywny, przedłużony weekend – łapcie naszą rozpiskę.
Po podróży nie ma co od razu rzucać się na najdłuższe trasy. Trzeba rozchodzić “samochodowe” kolana i przyzwyczaić płuca do innej wysokości. Na pierwszy ogień poszedł szlak na Dolina Białej Wody.
Jak było? Startowaliśmy z Palenicy Białczańskiej. Na szlaku było zaskakująco pusto, mimo tego że szlak prowadzi wzdłuż drogi do Morskiego Oka. Pierwszy etap trasy przez las, wzdłuż rzeki Białki, dość nudny i długi nim wyszliśmy z lasu. Drugi etap ostra wspinaczka po kamiennych schodach. Trasa trudna kondycyjnie. Do auta wracaliśmy osobno i w ciszy
Drugiego dnia organizm zazwyczaj mówi: “Okej, rozumiem, co robimy”. Weszliśmy na wyższe obroty. Zaatakowaliśmy Czerwone Wierchy. To już nie były przelewki.
Jak było? Wiatr na grani próbował urwać nam głowy, ale widoki rekompensowały piekące uda i bolące kolana. Ilość zjedzonych kabanosów liczona była w kilogramach :D. Schodząć z Kopy Kondrackiej nie mogliśmy odmówić sobie szarlotki i zimnego piwka bezalkoholowego.
Trzeci dzień to zazwyczaj w górach “dzień kryzysu”. Kwas mlekowy przypomina o sobie przy każdym schodku. Mimo to, nie odpuściliśmy. Wybraliśmy Rusinowa Polana i Gęsia Szyja.
Jak było? Busikiem na parking Wierch Poroniec, dalej na Rusinową Polane. Byliśmy tam po raz pierwszy no i mogę śmiało powiedzieć nie po raz ostatni. Piękna pogoda, widoczki, świeżutkie i ciepłe oscypki. Nie mogliśmy sobie odmówić by wspiąć się na Gęsią Szyje. Zeszliśmy sobie malowniczym szlakiem do Brzezin po drodze mijająć sporo rowerzystów.
Ostatni dzień w wysokich górach. Trzeba było to zamknąć mocnym akcentem. Zdobyliśmy Grześ i Rakoń z Siwej Polany.
Jak było? Przez deszcz dość późny start. Słoneczna pogoda przywitała nas na Siwej Polanie. W schronisku nie było pierogów z jagodami wię ruszyliśmy by zdobyć Grzesia. Foteczki, kabanoski i przyszedł czas by wspiąć się na Rakoń. Porywisty wiatr chciał nam to wybić z głowy ale mu się nie udało. Na szczycie wiało jak diabli więc poszliśmy w stronę Wołowca. Po krótkiej naradzie przy zejściu, postanowiliśmy jednak zejść w stronę schroniska i Siwej Polany. Była to świetna decyzja, na dole byliśmy dopiero po 18. Udało nam się złapać kolejkę Rakoń i wrócić nią do auta (dodatkowa atrakcja). Następnym razem dobrym pomysłem będzie przejechać nudny odcinek rowerem :).
Dzień 5: Velo Czorsztyn (Zamiast płakać na Zakopiance)
I to jest ten Lifehack, którym muszę się z Wami podzielić! Ostatniego dnia czekała nas podróż do Szczecina. Wsiadanie do auta o 8 rano z “betonowymi” od zakwasów nogami to tortura. Dodatkowo stanie w korkach na wyjeździe z Zakopanego odbiera całą radość z urlopu.
Zrobiliśmy inaczej. Zapakowaliśmy się rano, uciekliśmy z Podhala i pojechaliśmy do Czorsztyna.
Zamiast chodzić, wynajęliśmy rowery i ruszyliśmy na słynną trasę Velo Czorsztyn.
Dlaczego to genialny pomysł? Rower to najlepsze “roztrenowanie” dla zmęczonych nóg. Ruch jest płynny, kolana nie dostają takich uderzeń jak przy zejściu ze skał, a kwas mlekowy ładnie “schodzi” z mięśni.
Widoki: Trasa biegnie tuż nad taflą jeziora. Po drodze mijasz zamek w Niedzicy i zamek w Czorsztynie. Infrastruktura jest po prostu alpejska – gładki asfalt, mostki, strefy relaksu.
Po zrobieniu pętli (nie płyneliśmy promem), wsiedliśmy do auta i… ruszyliśmy na północ. Nogi były rozluźnione, głowa pełna wrażeń, a my uniknęliśmy najgorszych godzin na Zakopiance.
Jeśli planujecie długi powrót do domu po intensywnym chodzeniu w Tatrach – Velo Czorsztyn to najlepszy górski “detoks”, jaki możecie sobie zafundować. Gorąco polecam!
To linki partnerskie. Jeśli zarezerwujesz przez nie nocleg lub bilet, dostaniemy niewielką prowizję na kawusie :). Dla Ciebie cena pozostaje taka sama.
Znalezione tutaj informacje, okazały się przydatne? Spędziłem sporo czasu na zebraniu tych informacji. Jeśli ułatwiły Ci zaplanowanie wycieczki, postaw mi wirtualną kawę! ☕