Taterki logo

Tatry na pełnej i rowerowy relaks. Nasz 5-dniowy maraton (i powrót do Szczecina)

Tatry na pełnej i rowerowy relaks. Nasz 5-dniowy maraton (i powrót do Szczecina)

Kto kiedykolwiek jechał autem ze Szczecina w Tatry, ten w cyrku się nie śmieje. Przecięcie całej Polski to wyprawa sama w sobie. Kiedy już docierasz na miejsce, chcesz wycisnąć z tych gór absolutne maksimum. Zero wymówek, że bolą nogi.

W zeszłym tygodniu zrobiliśmy sobie taki właśnie 5-dniowy maraton. Cztery dni tatrzańskiego wycisku i jeden dzień “resetu”, żeby móc w ogóle wcisnąć sprzęgło w aucie w drodze powrotnej.

Jeśli szukacie gotowego planu na intensywny, przedłużony weekend – łapcie naszą rozpiskę.

Dzień 1: Rozgrzewka, czyli Dolina Białej Wody i Litworowy Staw

Po podróży nie ma co od razu rzucać się na najdłuższe trasy. Trzeba rozchodzić “samochodowe” kolana i przyzwyczaić płuca do innej wysokości. Na pierwszy ogień poszedł szlak na Dolina Białej Wody.

  • Jak było? Startowaliśmy z Palenicy Białczańskiej. Na szlaku było zaskakująco pusto, mimo tego że szlak prowadzi wzdłuż drogi do Morskiego Oka. Pierwszy etap trasy przez las, wzdłuż rzeki Białki, dość nudny i długi nim wyszliśmy z lasu. Drugi etap ostra wspinaczka po kamiennych schodach. Trasa trudna kondycyjnie. Do auta wracaliśmy osobno i w ciszy

  • Zobacz naszą fotorelację z tego dnia: Galeria Dzień 1

Dzień 2: Właściwy wycisk – Czerwone Wierchy

Drugiego dnia organizm zazwyczaj mówi: “Okej, rozumiem, co robimy”. Weszliśmy na wyższe obroty. Zaatakowaliśmy Czerwone Wierchy. To już nie były przelewki.

  • Jak było? Wiatr na grani próbował urwać nam głowy, ale widoki rekompensowały piekące uda i bolące kolana. Ilość zjedzonych kabanosów liczona była w kilogramach :D. Schodząć z Kopy Kondrackiej nie mogliśmy odmówić sobie szarlotki i zimnego piwka bezalkoholowego.
  • Zobacz naszą fotorelację z tego dnia: Galeria Dzień 2

Dzień 3: Dzień Kryzysu i Rusinowa Polana i Gęsia Szyja

Trzeci dzień to zazwyczaj w górach “dzień kryzysu”. Kwas mlekowy przypomina o sobie przy każdym schodku. Mimo to, nie odpuściliśmy. Wybraliśmy Rusinowa Polana i Gęsia Szyja.

  • Jak było? Busikiem na parking Wierch Poroniec, dalej na Rusinową Polane. Byliśmy tam po raz pierwszy no i mogę śmiało powiedzieć nie po raz ostatni. Piękna pogoda, widoczki, świeżutkie i ciepłe oscypki. Nie mogliśmy sobie odmówić by wspiąć się na Gęsią Szyje. Zeszliśmy sobie malowniczym szlakiem do Brzezin po drodze mijająć sporo rowerzystów.
  • Zobacz naszą fotorelację z tego dnia: Galeria Dzień 3

Dzień 4: Pożegnanie z Tatrami na Dolina Chochołowska, Grześ i Rakoń

Ostatni dzień w wysokich górach. Trzeba było to zamknąć mocnym akcentem. Zdobyliśmy Grześ i Rakoń z Siwej Polany.

  • Jak było? Przez deszcz dość późny start. Słoneczna pogoda przywitała nas na Siwej Polanie. W schronisku nie było pierogów z jagodami wię ruszyliśmy by zdobyć Grzesia. Foteczki, kabanoski i przyszedł czas by wspiąć się na Rakoń. Porywisty wiatr chciał nam to wybić z głowy ale mu się nie udało. Na szczycie wiało jak diabli więc poszliśmy w stronę Wołowca. Po krótkiej naradzie przy zejściu, postanowiliśmy jednak zejść w stronę schroniska i Siwej Polany. Była to świetna decyzja, na dole byliśmy dopiero po 18. Udało nam się złapać kolejkę Rakoń i wrócić nią do auta (dodatkowa atrakcja). Następnym razem dobrym pomysłem będzie przejechać nudny odcinek rowerem :).
  • Zobacz naszą fotorelację z tego dnia: Galeria Dzień 4

Dzień 5: Velo Czorsztyn (Zamiast płakać na Zakopiance)

I to jest ten Lifehack, którym muszę się z Wami podzielić! Ostatniego dnia czekała nas podróż do Szczecina. Wsiadanie do auta o 8 rano z “betonowymi” od zakwasów nogami to tortura. Dodatkowo stanie w korkach na wyjeździe z Zakopanego odbiera całą radość z urlopu.

Zrobiliśmy inaczej. Zapakowaliśmy się rano, uciekliśmy z Podhala i pojechaliśmy do Czorsztyna.

Zamiast chodzić, wynajęliśmy rowery i ruszyliśmy na słynną trasę Velo Czorsztyn.

  • Dlaczego to genialny pomysł? Rower to najlepsze “roztrenowanie” dla zmęczonych nóg. Ruch jest płynny, kolana nie dostają takich uderzeń jak przy zejściu ze skał, a kwas mlekowy ładnie “schodzi” z mięśni.
  • Widoki: Trasa biegnie tuż nad taflą jeziora. Po drodze mijasz zamek w Niedzicy i zamek w Czorsztynie. Infrastruktura jest po prostu alpejska – gładki asfalt, mostki, strefy relaksu.
  • Zobacz naszą fotorelację z Velo Czorsztyn: Galeria Dzień 5

Po zrobieniu pętli (nie płyneliśmy promem), wsiedliśmy do auta i… ruszyliśmy na północ. Nogi były rozluźnione, głowa pełna wrażeń, a my uniknęliśmy najgorszych godzin na Zakopiance.

Jeśli planujecie długi powrót do domu po intensywnym chodzeniu w Tatrach – Velo Czorsztyn to najlepszy górski “detoks”, jaki możecie sobie zafundować. Gorąco polecam!

Zaplanuj wyjazd

To linki partnerskie. Jeśli zarezerwujesz przez nie nocleg lub bilet, dostaniemy niewielką prowizję na kawusie :). Dla Ciebie cena pozostaje taka sama.

Ostatnio na blogu

Znalezione tutaj informacje, okazały się przydatne? Spędziłem sporo czasu na zebraniu tych informacji. Jeśli ułatwiły Ci zaplanowanie wycieczki, postaw mi wirtualną kawę! ☕

Postaw mi